wtorek, 9 czerwca 2015

Opowiadanie o Jaśku NZ Gabrysi

Ulicą kroczyła Hania Maj, która właśnie ukończyła liceum. Za kilka dni miała zacząć pracę w restauracji, która była niedaleko jej domu. Właśnie, jej nowego domu, który kupiła w swoim rodzinnym mieście, Legnicy. Za jakiś czas miała pójść na wymarzone studia. Uśmiechnęła się sama do siebie i otworzyła drzwi. Postawiła walizki i inne pakunki oraz zajrzała do koperty z pieniędzmi pozostałymi z kupna domu. Kupiła go ze spadku po rodzicach, którzy zginęli pięć lat temu. Zadowolona zawartością koperty zaczęła się rozpakowywać. Następnie zrobiła małe zakupy, aby miała co jeść. Ubrała krótkie spodenki i białą koszulkę na krótki rękaw, a swoje długie blond włosy związała w kitkę. Ubrała czarne sandałki i wyszła z domu. Wybrała się do pobliskiego lasu, gdzie przesiadywała w młodych latach. Szła przez jakiś czas, gdy nagle zatrzymała się. W krzakach leżał człowiek... A może zwłoki? Bez zastanowienia pobiegła w tamtą stronę, uklękła i sprawdziła puls. Serce biło. Powoli i ledwo wyczuwalnie, ale biło. To było najważniejsze. Zaczęła mówić do mężczyzny, który leżał w zakrwawionym ubraniu, a twarz miał tak spuchniętą, że wyglądał jak balon.
-Halo? Słyszy mnie pan? - zaczęła krzyczeć, policzkując go.
Długi jęk wydobył się z jego ust.
-Zadzwonię po karetkę, proszę leżeć spokojnie... - powiedziała szybko.
-Nie - jęknął i zemdlał.
Dziewczyna zastanowiła się, dlaczego on nie chce jechać do szpitala. Cóż, znana ze swojego dobrego serca Hania zadzwoniła do swojej siostry, która jest znaną polską lekarką.
-Cześć! Jesteś w domu? - powiedziała dziewczyna z prędkością światła, co zdarzało jej się w stresujących sytuacjach.
-Tak, coś się stało?
-Gosiu, proszę, przyjedź do lasu... Wiesz, którego. Jest tu ranny człowiek, nie ma żadnych głębokich ran. Chyba jest pobity. Nie chce jechać do szpitala...
-Dobrze, zaraz będę... - powiedziała zaskoczona dziewczyna.
Hania z powrotem uklękła przy mężczyźnie. Obejrzała dokładnie jego ciało, na którym nie znalazła żadnych ran po nożu, czy jakimkolwiek narzędziu zbrodni. Chłopak był mniej więcej w jej wieku, miał ciemnobrązowe włosy i aparat na zębach. Z twarzy wyglądał na chłopca w wieku piętnastu lat, ale jego budowa świadczyła o dojrzałym wieku. Hanka podskoczyła, gdy usłyszała nadjeżdżający samochód. Jej siostra natychmiast zbadała chłopaka, po czym we dwie zapakowały go do samochodu. W domu Hani dziewczyny, czy też raczej kobiety obmyły twarz chłopaka i próbowały go ocucić.
-Gdzie jestem? - wyjęczał po ponownym obudzeniu się.
-W moim domu - rzekła młodsza z sióstr. - Dlaczego nie chciałeś jechać do szpitala?
-Nieważne.
Gosia zaczęła się zbierać do domu, ponieważ umówiła się z mężem i córką na lody czy coś w tym rodzaju. Ale obiecała, że jeszcze zajrzy do chłopaka.
-Jak masz na imię? - spytała dziewczyna, gdy chłopak przestał co chwilę mdleć.
-Janek.
Dziewczyna uśmiechnęła się i podała Jankowi szklankę z wodą.
-Jestem Hania. Teraz wyjaśnisz mi, dlaczego nie chcesz jechać do szpitala?
-Mam na koncie kilka kradzieży. Nie jestem zbytnio rozpoznawalny, ale wolę nie ryzykować.
-Dobrze.
Dziewczyna usiadła w kuchni i zaczęła jeść jabłko. Powinna się bać i zadzwonić na policję, ale czuła się dziwnie bezpiecznie w towarzystwie chłopaka. Wzięła łyka wody z butelki i wróciła do chłopaka. Spał jak zabity, a wyglądał gorzej niż martwy człowiek. Twarz sina i spuchnięta, prawe oko podbite, warga rozcięta... Dziewczyna wybrała ze swoich ciuchów największe rzeczy i położyła je obok łóżka Janka. Sama poszła się zdrzemnąć na jakiś czas.

Godzinę później...

Chłopak obudził się z jękiem. Bolało go wszystko, bez wyjątku. Na szafce nocnej dostrzegł śliwkę, butelkę wody i złożone ubrania. Obolałą ręką zsunął z siebie kołdrę i zaczął ściągać koszulkę. Wcześniejsze, brudne ubranie rzucił na podłogę i narzucił nowe. Musiał jak najszybciej stąd uciec, ale nie mógł nic zrobić w tym stanie. Pomyślał sobie, że dziewczyna jest atrakcyjna, i widocznie nie chciała go wydać policji. Jan Dąbrowski, niby nie rozpoznawalny, ale jednak żył w zagrożeniu. Usłyszał kroki, a sam położył się do łóżka. Do środka weszła Hania, która zebrała brudne ciuchy z podłogi i wyszła. Czuł się niezbyt dobrze z tym, że obca dziewczyna musi po nim sprzątać. Westchnął i zamknął oczy. Gdy wyzdrowieje, wynagrodzi jej to.

Po upływie tygodnia

Janek czuł się i wyglądał coraz lepiej, co Hania obserwowała z uśmiechem na twarzy. Gosia odwiedziła chłopaka jeszcze parę razy, sprawdzając jego stan. Poza tym między Jasiem a Hanką można było wyczuć chemię. Chłopak drżał przy jej dotyku, a dziewczyna specjalnie go dotykała. Pewnego dnia Janek wstał i po prostu chciał wyjść. Wręczył dziewczynie plik banknotów i musnął jej usta.
-Nie odchodź - powiedziała.
-Odwiedzę cię. Nie chcę cię teraz narażać.
-Obiecujesz? - spytała.
-Obiecuję.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że opowiadanie wam się spodobało :) ask: http://ask.fm/fairytalesandfables /Zuzia

4 komentarze:

  1. O kurde jak to pikne :")

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy w waszych opowiadaniach będą rozwinięte historię ? Rozdział udany i bardzo uczuciowy :D
    Pozdro 600 XD
    http://tylkonienawisc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń