czwartek, 23 lipca 2015

Opowiadanie o Naruciaku dla Mad Berry ❤

Patrycja POV:

Siedziałam na ławce w parku. Zastanawiałam się nad wszystkim co w życiu zrobiłam.
Patrycja... Jak to zrobisz stracisz wszystko: kochającą cię rodzinę, przyjaciół, dom, chłopaka... Wszystko...

I tak to zrobię.

Adam POV:

Przechadzałem się po pobliskim parku. Zobaczyłem jakąś postać leżącą na ławce. Pewnie jakiś menel... Podszedłem bliżej nieprzytomnej osoby. Wtedy zorientowałem się, że to dziewczyna. Z jej nadgarstka powoli kapała jakaś czerwona ciecz... Czerwone... Kurwa! To krew! Podbiegłem do niej, chwyciłem za telefon i wybrałem 999.
- Halo? Jestem Adam Zimmermann z Elbląga. W parku przy ulicy Tęczowej dziewczyna podcięła sobie żyły. Mam 17 lat.
Osoba z drugiej strony słuchawki powiedziała że pogotowie będzie za 10 minut i że mogę się już rozłączyć. Uczyniłem to.
Wtedy spojrzałem na twarz dziewczyny. Miała piwne oczy i blond włosy do ramion. Była szczupła. Na szyi zauważyłem naszyjnik w kształcie serca. Widniały na nim dwa imiona: Patrycja i Darek. Czyli ma chłopaka...
Wtedy przyjechało pogotowie. Z pojazdu wybiegł starszy mężczyzna ubrany w specjalny strój ratownika.
Obejrzał dziewczynę i podszedł do mnie.
- Pan nazywa się Adam Zimmermann?
- T-tak... Co z nią?
- A jest pan rodziną?
Kurde... Nie jestem...
- Jestem dalekim kuzynem.
Mężczyzna popatrzył na mnie.
- No dobrze. Dziewczyna, przykro mi, ale nie żyje. Zginęła podcinając sobie żyły w lewym nadgarstku.
O kurwa... I co teraz?! Może gdybym jej pomógł... Może teraz jeszcze by żyła...
- Halo? Słyszy mnie pan? - ratownik machał mi dłonią przed oczami.
- Przepraszam. Zamyśliłem się. Co pan mówił?
- Pytałem czy może pan dać nam adres do domu dziewczyny?
Spojrzałem pod ławkę. Leżał tam jakiś mały kwadratowy przedmiot. Podszedłem tam i zobaczyłem dowód osobisty. Podniosłem go i dałem mężczyźnie.
- Wojska Polskiego 16/29... No dobrze. Andrzej?! - krzyknął w stronę ambulansu. - Dawaj nosze! Zabieramy ją!

Witam baaaardzo serdecznie :)
Oto opowiadanie o Naruciaku dla Mad Berry :)
Teraz pytanie: o czym chcecie moje następne dwuczęściowe opowiadanko w stylu "Enjoy Life"? ^^
(następne zamówione opowiadanie pojawi się po tym dwuczęściowym :))
/Julka ^^

sobota, 4 lipca 2015

"Enjoy Life" cz.2

- No to wchodzimy! - powiedziała z entuzjazmem Natalia.
- Tiaaa...
Weszły do środka. Muzyka była bardzo głośna, co troszeczkę przeszkadzało Martynie. W klubie było bardzo dużo "parek". Gdzie się spojrzało, tam miział się jakiś chłopak z dziewczyną.
Natalia szła z przodu i prowadziła Martynę za rękę, jak małe dziecko. Doszły do baru.
- Poproszę jedną colę i wodę - powiedziała Natalia do barmana.
Jednak Martyna zauważyła mrugnięcie dziewczyny w stronę mężczyzny.
- Oczywiście - odpowiedział i poszedł.
- Co to było? - spytała Martyna.
- Ale co?
- To twoje mrugnięcie do tego faceta.
- Wcale do niego nie mrugnęłam. Przewidziało ci się.
Dziewczyna nie uwierzyła przyjaciółce jednak nie chciała się kłócić.
Po chwili wrócił barman.
- Proszę, to dla pań.
Postawił szklanki z napojami i odszedł.
- Widzisz... To tylko woda - powiedziała Natalia.
Dziewczyna napiła się rzekomej wody. Delikatnie się skrzywiła ale próbowała to ukryć.

~~~~~~~ 3 godziny później

Natalia okłamała Martynę. Teraz była już upita i tańczyła z przypadkowym gościem.
Natomiast jej przyjaciółka stała sama przy barze mieszając słomką swoją drugą szklankę coli. Wpatrywała się w Natalię, która zaczeła całować się z tym facetem.
Po chwili podszedł do niej wysoki blondyn, bardzo podobny do Justin'a Bieber'a.
- Co taka ładna dziewczyna robi tutaj całkiem sama?
- Pilnuję koleżanki - odpowiedziała nieśmiale dziewczyna.
- Oooo... A jest tak samo ładna jak ty?
- Ymmm... nie wiem...
- Haha. Igor jestem. A ty jak się nazywasz?
- Martyna...
- Bardzo ładne imię - chłopak uśmiechnął się do niej.
- Dziękuję - dziewczyna odwzajemniła gest.
Rozmawiali ze sobą przez około 10 minut. I te 10 minut wystarczyło by zgubić Natalię.
Martyna bardzo się wystraszyła. Zaczęła rozglądać się na wszystkie strony, jednak nigdzie nie było widać dziewczyny.
- Martyna... Coś się stało? - spytał Igor.
- Natalia... Ona znikła... I ten facet też...
Boże Igor pomóż mi ją znaleźć!
Dziewczyna zaczęła płakać.
- Ej... Spokojnie. Znajdziemy tą twoją Natalię i będzie dobrze. Pomogę ci. Chodź.
Szukali jej wszędzie. W łazienkach, w klubie, na dworze, a nawet w pobliskim parku gdzie zostali.
- Nie ma jej... Kurwa... Zgubiłam ją...
Dziewczyna usiadła na najbliższej ławce, schowała twarz w dłoniach i zaczęła ponownie płakać. Chłopak dosiadł się do niej. Jednak usiadł sztywno, bo nie wiedział co zrobić. Po chwili zastanowienia objął ją ramieniem i zaczął głaskać po plecach.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.
Bardzo spodobała mu się ta dziewczyna. Była inna. Spokojna, myśli zanim cokolwiek zrobi. Może nawet się w niej zakochał... "Nie! Igor, ona cię i tak nie zechce!" pomyślał chłopak.
Martyna przy Igorze czuła się bezpieczna. Był troskliwy i kochany. Mimo, że nie do końca go zna, spodobał jej się. Pomagając jej, zrobił na niej ogromne wrażenie.
Zrobiło się zimno. Dziewczyna wtuliła się w chłopaka. Od razu zrobiło się jej cieplej.
Wtedy właśnie stało się coś czego Martyna nie mogła się spodziewać.
Igor podniósł jej podbródek w jego stronę. Przez chwilę dziewczyna mogła patrzeć w jego oczy. Przez chwilę, dlatego, że chłopak nagle ją pocałował.

~~~~~~~ miesiąc później

Okazało się, że Natalia poprostu wróciła do domu. Zmęczyła się i poprosiła Floriana, bo tak nazywał się tamten chłopak z klubu, obecnie jej chłopak, żeby ją odprowadził.
Martyna i Igor również zostali parą. Oczywiście nie od razu po pocałunku, tylko tydzień po. Martyna otworzyła się i nie była już taka nieśmiała.

                           KONIEC

DZIEŃ DOBRY! ^^
Moje opowiadanie dobiegło końca. :)
Znowu pytanie... Ktoś chce jakąś historię na zamówienie? ^^
Pozdrawiam baaaaardzo serdecznie,
/Julka

wtorek, 30 czerwca 2015

"Enjoy Life" cz.1

Natalia była bardzo śmiałą dziewczyną. Bardzo lubiła poznawać nowych ludzi, chodzić na różne imprezy. Była szatynką o brązowych oczach. Praktycznie zawsze była "opalona", ale nie chodziła do solarium, czy coś takiego. Natomiast Martyna, jej najlepsza przyjaciółka, była jej kompletnym przeciwieństwem. Nieśmiała, zamknięta w sobie blondynka o niebieskich oczach. Jednak wszystko w jej życiu miało się wkrótce zmienić...
Był gorący lipiec. Martyna siedziała na sofie w swoim domu oglądając swój ulubiony serial i zajadając świeże truskawki. Miała na sobie miętowe szorty oraz biały podkoszulek. Wszystko miało być tak pięknie, gdyby nie to, że do jej domu, jak do siebie, wpadła Natalia.
- Witaj przyjaciółko moja jedyna prawdziwa! - krzyknęła wchodząc.
- Czego chcesz? Pewnie znowu mam ci psa popilnować jak przedwczoraj? Nawet o tym nie myśl. To diabeł wcielony!
- Nie, no co ty. Chwila... Masz coś do mojego małego Azorka?!
- Oczywiście, że tak.
- Potem się z tobą rozliczę... Ale przyszłam tu  w innej sprawie...
- No? Jakiej? - po tych słowach Martyna zauważyła, że cały czas stoją na progu jej mieszkania. - Ale najpierw wejdź.
Po chwili siedziały już w sypialni dziewczyny.
- No, opowiadaj.
- A więc... Dzisiaj jest NIESAMOWITA impreza i poprostu musisz pójść na nią ze mną!
- Co?! Ty chyba zwariowałaś! Ja nigdzie nie idę!
- No Martynko, prooooszę! Już tak dawno gdziekolwiek razem wychodziłyśmy! Zobaczysz, będzie fajnie!
- Po pierwsze: gdzie to się odbywa? Po drugie: kto tam będzie? Po trzecie: o której godzinie?
- W super klubie przy mojej ulicy. Będziemy tylko we dwie, ja i ty. Gdzieś tak około 20.
- Um... No dobra. Ale ZERO alkoholu i wracamy 24 maksymalnie do domu. Możesz przyjść do mnie na nockę jak oczywiście chcesz.
- Oczywiście, że chcę! Ale się cieszę! Chodź, przejrzymy twoje ciuchy!
Dziewczyny spędziły ponad godzinę przy szafie Martyny jednak pomimo wysiłku, nic nie znalazły. Wybrały się więc do galerii handlowej. Natalia kupiła sobie TE UBRANIA, a Martyna TE. Po zakupach dwie przyjaciółki wróciły do swoich domów.
Martyna spojrzała na zegarek. Była 17:34. "Jeszcze mam dużo czasu na wyszykowanie się" pomyślała. Położyła się na łóżku i postanowiła trochę poczytać. Sięgnęła po najbliższą jej książkę. "Mechaniczny Anioł".. Jeszcze tego nie skończyłam?"
Po trzecim przeczytanym już rozdziale ktoś zadzwonił do drzwi. Martyna westchnęła, odłożyła książkę i poszła sprawdzić kto tak natarczywie dobija się  do jej domu. Otworzyła drzwi a za nimi stała jej gotowa przyjaciółka.
- Jezu Święty! Dziewczyno! Ty jeszcze nie jesteś gotowa?!
- A która już godzina?
- Toż około 19:30! Szybkie ruchy teraz musisz mieć!
Martyna ekspresowo wbiegła po schodach na górę do swojego pokoju. "Gdzie są te ciuchy! Aaa w łazience już!" pomyślała dziewczyna. Szybko wybiegła z pokoju do łazienki. Ubrania leżały na koszu na brudne ubrania. Wzięła bardzo szybki prysznic, ubrała się, uczesała w warkocza i zrobiła lekki makijaż. Jak strzała wyleciała z tego pomiszczenia od razu na dół. Założyła swoje ulubione czarno-białe Roshe Run'y.
- No, laska dobry czas - powiedziała niespodziewanietu Natalia. - 20 minut. A teraz idziemy!
 Pod domem stała już taksówka. 
- Jedziemy! Chodź Martynko! 
Jakieś 5 minut później dziewczyny były już pod klubem. 



NO DZIEŃ DOBRY (właściwie dobry wieczór hihi ^^)!
Jak już wiecie zwę się Julka. Miło mi was poznać ludzie! :)
Teraz takie malutkie pytanko: mamy tu wśród nas jakieś Firanki, Ciuraki czy coś? ^^
Pozdrawiam was baaardzo serdecznie,
Julka ♥

poniedziałek, 29 czerwca 2015

kolejna porcja ogłoszeń =)

Hello hello aniołki! =D
Niedawno rozwiązałyśmy nasz 'nabór' do adminek...
Dlatego mam zaszczyt przedstawić wam dwie nowe autorki bloga: Julkę i Weronikę =)
Myślę, że polubicie je tak bardzo jak my =)
Wszyscy życzymy dziewczynom powodzenia, prawda? <3

~*~*~*~*~

A teraz tak z innej beczki:
Zgodnie postanowiłyśmy zlikwidować działające dotychczas zamówienia, gdyż zbytnio nas ograniczały.
Od dzisiaj posty będą zapewne pojawiać się częściej =)
Mam nadzieję, że wam się to spodoba ;3
Noom i to chyba tyle =)
Dziękujemy Wam wszystkim również za to, że jesteście z nami <3 (jest nas już ponad 2500! )
<3 <3 <3

Ps. Wszyscy piszą w komentarzach "witamy Dziewoje!!!" Hahah =D <3

poniedziałek, 22 czerwca 2015

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

Niestety musimy poinformować Was o odejściu jednej z autorek naszego bloga =(
Zuzia była zmuszona odejść z powodu problemów osobistych. 
W związku z tym poszukujemy osoby na jej miejsce.
Chętne osoby zapraszamy do 'rekrutacji' w komentarzach i na asku =)
Dziękujemy za uwagę, do zobaczenia. Amen. <3


~DaJa
#Ola

środa, 17 czerwca 2015

Opowiadanie o Multim na zamówienie anonima xD

Dzisiaj do szkoły doszła nowa dziewczyna. Śliczna blondynka, bardzo nieśmiała i słodka. Na każdej lekcji siedziała sama, chociaż Zuza zaprosiła do swojej ławki, na przerwach też siedzi sama i najczęściej czyta jakąś książkę.
-Michał, dam ci 100 zł jak w miesiąc przelecisz nową- Remek i jego pomysły...ehh ale w sumie, czemu nie? potrzebuje kasy.
-Hmmm...OK- to tylko zabawa.
Po lekcjach podbiegłem do niej.
-Hej, jestem Michał. Jesteś nowa prawda?- jest serio śliczna.
-Julia. Tak jestem nowa i dzięki ale nie lubię poznawać nowych ludzi.- cholera! to będzie trudne. Co?!. Poszła. Po prostu odeszła.
                              *Julia*
Zagadał do mnie jakiś chłopak, jak się dowie o moim sekrecie to będzie słabo. Z resztą, nie wygląda na fajnego. Bardziej na gimbusa, który musi zaliczyć każdą. Nie zaufam mu, tylko Iza może o tym wiedzieć. Doszłam już do domu, na szczęście nie ma taty. Mieszkam z tatą, mam już 18 lat ale tata jest alkoholikiem a mama nie żyje, dlatego muszę z nim mieszkać. Co gorsze, puszczam się żeby móc utrzymać dom. Kurna, jak w szkole się dowiedzą to mam przerąbane. Zadzwonił telefon, szybko odebrałam. Nowy 'klient', będzie za 20 min. Musze posprzątać i się przebrać.
                                  *Michał*
Dziś w szkole ta nowa miała podbite oko i rozciętą brew.
-Ej! Julia! Czekaj, dasz się umówić na kawę? spławiłaś mnie, daj mi szanse. Proszę.
-Hmmm... Dobra. Dziś po szkole. Ale nie licz na przyjaźń- ta, ja liczę na miłość.
Po szkolę się z nią spotkałem. Jest serio fajna ale i tak to tylko dla hajsu. Ma nieciekawe życie, mieszka z tatą, mama nie żyje i musi pracować żeby utrzymać dom bo tata jest chory.
                                          NASTĘPNEGO DNIA
-Reemek! co do zakładu, nadal aktualny?- wiedziałem, że tak. Chciałem się tylko pochwalić.
-Ej,ej. Tak szybko?! Chyba się myliłem- Ale się zdziwił, Ha! tu cie mam!
                               *Julia*
Zaufałam mu. Myliłam się co do niego, jest godny zaufania. Ale o tacie mu nie powiem, o nie, nie, nie. Tylko Ruda może o tym wiedzieć.
-Ruda, znaczy Iza!- zrobiłam to specjalnie, nienawidzi gdy się mówi do niej ,,Ruda''-Wiesz co? Michał okazał się być super!. Jest miły, przyjazny i chyba godny zaufania. Bo wiesz, muszę mieć kolegów, ty zostałaś w Warszawie.
-Julia, tylko uważaj na niego!
-Będę. papa kochana idę do szkoły.
Dziś po szkolę znowu mam spotkanie z Michałem, powiem mu o tym. Kurde, czemu mu ufam? pewnie chce tylko jednego. Po ostatniej lekcji poszliśmy do niego, ma śliczny dom. Poszliśmy do niego do pokoju, czas mu powiedzieć.
-Michał słuchaj.....-boje się. A jak powie innym? niee... chyba. Sama nie wiem.
-Chodzi o to, że.. Michał! gdzie jesteś!- chyba się zamyśliłam. Gdzie on jest?.
-Na dole!-ok, idę mu powiedzieć. Gdy zeszłam na dół zaczęłam
-Ok, Michał- nie zdążyłam dokończyć bo mnie pocałował! Świnia! Ale jak całuje.....hmmm..
-Będziesz moją dziewczyną?- Co?! nie, nie, nie!
-To trudne, lubię cię. Może nawet kocham...ale nie! musisz o czymś wiedzieć-wzięłam powietrza do ust-ja się puszczam. Mój tata pije a ja muszę mieć kasę żeby żyć.
-Co?! jesteś dziwką?!
Wybiegłam od niego, nawet nie wie jak to boli. Wróciłam do domu i od razu poszłam spać.
                            *w tym samym czasie, Michał.*
Kurwa. Ja się zakochałem w niej. W tej suce. Odmówiłam mi. Pierwszy raz mi ktoś odmówił.
Wszedłem na skype, jak myślałem, cała klasa jest. Dołączyłem do rozmowy
- Ej, słyszeliście newsy? ta nowa to dziwka. Puszcza się. Głupia suka.- ja jej pokarzę, dla mnie się nie odmawia.
                       *W szkolę. Julia*
-Ze mną też się prześpisz?- co? o co im chodzi?! Nie! Skąd? Michał! Nie!!
Pobiegłam szybko do toalety i zamknęłam się w jednej z kabin. Co ja mam zrobić? Oni już wiedzą. Zadzwonię do Rudej, tylko ona mnie rozumie.
-Iza o-oni już wie-wiedzą- powiedziałam dławiąc się łzami.
-Bożę! Julia, jakoś będzie! Wyprowadzisz się do mnie. Ale nie rób nic głupiego. Ale kto..?
-Mi-Michał- głos mi się załamał. Kocham go. Co za idiota.
-Ja kończę, muszę uciec ze szkoły- nie czekałam na pożegnanie, rozłączyłam się. Co ja mam zrobić? Nie mam po co żyć. Ojciec pije i potrzebuje tylko mojej kasy, puszczam się jak suka, teraz stanę się pośmiewiskiem szkoły. Jestem zerem, nikim.
                     *Michał*
Znalazłem sobie pocieszenie po tej dziwce. Zuzia jest lepsza, seksowniejsza, ładniejsza i się nie puszcza! Po szkole szedłem odprowadzić Zuzie na przystanek. Czekałem z nią na autobus gdy zauważyłem informacje wisząca na słupie
        UWAGA!
Zaginęła 18-letnia Julia Żuk. Ostatni raz widziano ją w szkole 14.10.2015r. Prosimy o kontakt 721314534*
Zamurowało mnie. Julia zaginęła. Może źle zrobiłem? Nie! Ona się puszcza nie ja. Kurde....boję się o nią. Po powrocie do domu szykowałem film i przekąski bo z Zuzią miałem oglądać film. Szukałem filmu wśród płyt w moim domy gdy na telewizorze pojawiły się informacje
W Katowicach 18-letnia Julia Ż. Popełniła samobójstwo. Policja twierdzi, że przedawkowała tabletki i położyła się na ławce, obok lasu. Właśnie tam zmarła. Park był opuszczony, w nocy wilki wyczuły zapach krwi, zwierzęta rozszarpały ciało dziewczyny. Ciało jest w okropnym stanie. Dodatkowo pokaleczyła sobie ciało żyletką, prawdopodobnie pisząc ,,Michał, przepraszam Iza''. Minuta ciszy dla Juli.
Co ja zrobiłem?! Ona się zabiła! Jestem idiotą! Co teraz?! Kurwa, trzeba było jej pomóc a nie gadać innym! Przeze mnie zginęła.......
                   Po Pogrzebie
-Julia.....przepraszam, jestem debilem i pierdolonym idiotą. Byłaś młodą piękną blondynką o zielonych oczach. Byłaś niska i niewinna. Byłaś jak dziecko bawiące się w piaskownicy życia... po czasie piaskownica przepełniła się złymi ludźmi. Zgubiłaś się....to nie twoja wina, że się puszczałaś! To nie twoja cholerna wina! Wszystkich tylko nie twoja....! Julia... kocham cię bardzo i naprawdę przepraszam. Zerwałem z Zuzą i od teraz NIGDY nie będę się bawił uczuciami. W ogóle nie będę miał dziewczyny. A kiedyś znajdę cię tam, na górze i będziemy razem szczęśliwi. Obiecuje........
*radzę nie dzwonić, wymyślony numer
          *********************************************************

Hej! przepraszam, że nie dodawałam nic ale wiecie, szkoła T_T
Piszcie czy wam się podoba ta historia. Mi się nie podoba ;_; jest nudna xd
ask na którym zamawiacie historie 
                                                                                                            #Ola

wtorek, 9 czerwca 2015

Opowiadanie o Smavie NZ Rubby :**

To lato było chłodne. Tak, jak uczucia Nicoli wobec Filipa. Powoli się od siebie oddalali i niemniej nie była to wina chłopaka. Ona sama nie umiała sobie tego wytłumaczyć. Po prostu jej uczucie słabło.
Tym samym nie umiała sobie wytłumaczyć tego, co zrobiła. Ten jeden, jedyny raz, gdy dała się ponieść emocjom. Zdradziła go. Z jego własnym przyjacielem. Miała wielkie wyrzuty sumienia. Nie mogła dalej go okłamywać. Dlatego postanowiła być z nim szczera.
- Kochanie... - wymruczała pewnego razu, gdy siedzieli w jej pokoju sącząc whisky 'pożyczone' z barku jej ojca.
- Nie, nie oddam ci mojej porcji - zaśmiał się perliście, co wywołało u niej ucisk w dołku. Nie potrafiła, nie chciała go zranić. - Whisky jest moje, pijaku!
- Taa... - zrezygnowana odwróciła wzrok.
- No, dobra, kocie. Mów co się dzieje. - chwycił jej brodę zmuszając do spojrzenia sobie w oczy. Uwielbiała je. Teraz widziała w nich troskę i przebłyski strachu. Czyżby obawiał się tego, co zamierza mu powiedzieć?
Postanowiła załatwić to szybko, jednym zdaniem...
- Musimy z tym skończyć - wyszeptała, hamując łzy. Chłopak patrzył na nią... zawiedziony. Nie zaskoczyły go jej słowa.
- Okej. - powiedział po chwili, wstając. - Mimo to pamiętaj, zawsze cię kochałem, kocham i będę kochał - Schylił się i złożył na jej ustach namiętny pocałunek taki, jak nigdy. Później wyszedł z pokoju bez słowa. Dziewczyna została sama ze sobą i ze swoim smutkiem...

***
Dni były coraz krótsze i z minuty na minutę coraz bardziej puste. Bez niego.
Mimo to Nicola była pewna, że postąpiła słusznie. Nie mogła dalej go oszukiwać. Ale nie powiedziała mu prawdy. Zasłużył na poznanie jej. Dlatego w końcu, nie myśląc wiele, pojawiła się na progu jego domu.
- Cześć - wydukała cicho, nie patrząc na niego. - Smav ja... muszę ci coś powiedzieć.
- O co chodzi? - zapytał z nutką nadziei w głosie.
- Myślę, że powinieneś wiedzieć, dlaczego to tak się potoczyło. - patrzył na nią osłupiały, jednak już po chwili odzyskał rozsądek.
- Chodźmy do ogrodu - zaproponował, prowadząc ją do niewielkiej altany. Usiedli, a on, nie wiadomo skąd wyciągnął dwie puszki sprite. Ochoczo wzięła jedną z nich i pociągnęła wielkiego łyka. - powiedz mu to w końcu - zganiła się w myślach odstawiając napój. Zerknęła na niego przelotnie. Był widocznie przygnębiony. Przez nią.
- To ciężkie. Wstyd mi za to, co zrobiłam, ale... - wzięła głęboki wdech - ciężko mi to przyznać ale...
- Spałaś z Kubą, wiem - przerwał jej, a na jego twarzy zabłąkał niewinny uśmiech.
- Skąd...
- Powiedział mi - spoważniał. - Cieszę się, że odważyłaś się powiedzieć mi to w twarz.
Dziewczyna patrzyła na niego jak na idiotę. Wstała z miejsca i zapytała:
- Jak to? Nie jesteś zły? Nie nienawidzisz mnie za to?
- Dlaczego miałbym cię nienawidzić? - tym razem to on dziwnie na nią spojrzał.
- Hallo, zdradziłam cię. Z twoim własnym kumplem! - zawołała, jakby to było coś oczywistego.
- Tak, ale to przecież moja wina... - westchnął, po czym kontynuował widząc jej pytające spojrzenie. - Pozwoliłem, żebyś wybrała jego. Tym bardziej powinienem dać ci odejść...
Patrzyła na niego zszokowana, powoli trawiąc to, co chłopak przed chwilą powiedział. W końcu nie wytrzymując rzuciła się na niego namiętnie całując.
- Kocham cię - powiedziała, gdy skończyli.
- Cieszę się, że cię odzyskałem - odpowiedział ze śmiechem, po czym nagle spoważniał. - Jest tylko jedna rzecz, przez którą go nienawidzę... Zabierając ciebie, zabrał też moje serce. A jego nigdy już nie odzyskam w całości...




Hey!
Nie wiem czy wiecie... ale...
Wybiło nam 1000wyświetleń! Dziękuję w imieniu całej ekipy :3 <3
A co do opowiadania.. mam nadzieję, że wam się spodoba hihi ^^ =)
zapraszam do komentowania ;p
Opowiadania możecie zamawiać na ASKU =) <3

~DaJa

Opowiadanie o Jaśku NZ Gabrysi

Ulicą kroczyła Hania Maj, która właśnie ukończyła liceum. Za kilka dni miała zacząć pracę w restauracji, która była niedaleko jej domu. Właśnie, jej nowego domu, który kupiła w swoim rodzinnym mieście, Legnicy. Za jakiś czas miała pójść na wymarzone studia. Uśmiechnęła się sama do siebie i otworzyła drzwi. Postawiła walizki i inne pakunki oraz zajrzała do koperty z pieniędzmi pozostałymi z kupna domu. Kupiła go ze spadku po rodzicach, którzy zginęli pięć lat temu. Zadowolona zawartością koperty zaczęła się rozpakowywać. Następnie zrobiła małe zakupy, aby miała co jeść. Ubrała krótkie spodenki i białą koszulkę na krótki rękaw, a swoje długie blond włosy związała w kitkę. Ubrała czarne sandałki i wyszła z domu. Wybrała się do pobliskiego lasu, gdzie przesiadywała w młodych latach. Szła przez jakiś czas, gdy nagle zatrzymała się. W krzakach leżał człowiek... A może zwłoki? Bez zastanowienia pobiegła w tamtą stronę, uklękła i sprawdziła puls. Serce biło. Powoli i ledwo wyczuwalnie, ale biło. To było najważniejsze. Zaczęła mówić do mężczyzny, który leżał w zakrwawionym ubraniu, a twarz miał tak spuchniętą, że wyglądał jak balon.
-Halo? Słyszy mnie pan? - zaczęła krzyczeć, policzkując go.
Długi jęk wydobył się z jego ust.
-Zadzwonię po karetkę, proszę leżeć spokojnie... - powiedziała szybko.
-Nie - jęknął i zemdlał.
Dziewczyna zastanowiła się, dlaczego on nie chce jechać do szpitala. Cóż, znana ze swojego dobrego serca Hania zadzwoniła do swojej siostry, która jest znaną polską lekarką.
-Cześć! Jesteś w domu? - powiedziała dziewczyna z prędkością światła, co zdarzało jej się w stresujących sytuacjach.
-Tak, coś się stało?
-Gosiu, proszę, przyjedź do lasu... Wiesz, którego. Jest tu ranny człowiek, nie ma żadnych głębokich ran. Chyba jest pobity. Nie chce jechać do szpitala...
-Dobrze, zaraz będę... - powiedziała zaskoczona dziewczyna.
Hania z powrotem uklękła przy mężczyźnie. Obejrzała dokładnie jego ciało, na którym nie znalazła żadnych ran po nożu, czy jakimkolwiek narzędziu zbrodni. Chłopak był mniej więcej w jej wieku, miał ciemnobrązowe włosy i aparat na zębach. Z twarzy wyglądał na chłopca w wieku piętnastu lat, ale jego budowa świadczyła o dojrzałym wieku. Hanka podskoczyła, gdy usłyszała nadjeżdżający samochód. Jej siostra natychmiast zbadała chłopaka, po czym we dwie zapakowały go do samochodu. W domu Hani dziewczyny, czy też raczej kobiety obmyły twarz chłopaka i próbowały go ocucić.
-Gdzie jestem? - wyjęczał po ponownym obudzeniu się.
-W moim domu - rzekła młodsza z sióstr. - Dlaczego nie chciałeś jechać do szpitala?
-Nieważne.
Gosia zaczęła się zbierać do domu, ponieważ umówiła się z mężem i córką na lody czy coś w tym rodzaju. Ale obiecała, że jeszcze zajrzy do chłopaka.
-Jak masz na imię? - spytała dziewczyna, gdy chłopak przestał co chwilę mdleć.
-Janek.
Dziewczyna uśmiechnęła się i podała Jankowi szklankę z wodą.
-Jestem Hania. Teraz wyjaśnisz mi, dlaczego nie chcesz jechać do szpitala?
-Mam na koncie kilka kradzieży. Nie jestem zbytnio rozpoznawalny, ale wolę nie ryzykować.
-Dobrze.
Dziewczyna usiadła w kuchni i zaczęła jeść jabłko. Powinna się bać i zadzwonić na policję, ale czuła się dziwnie bezpiecznie w towarzystwie chłopaka. Wzięła łyka wody z butelki i wróciła do chłopaka. Spał jak zabity, a wyglądał gorzej niż martwy człowiek. Twarz sina i spuchnięta, prawe oko podbite, warga rozcięta... Dziewczyna wybrała ze swoich ciuchów największe rzeczy i położyła je obok łóżka Janka. Sama poszła się zdrzemnąć na jakiś czas.

Godzinę później...

Chłopak obudził się z jękiem. Bolało go wszystko, bez wyjątku. Na szafce nocnej dostrzegł śliwkę, butelkę wody i złożone ubrania. Obolałą ręką zsunął z siebie kołdrę i zaczął ściągać koszulkę. Wcześniejsze, brudne ubranie rzucił na podłogę i narzucił nowe. Musiał jak najszybciej stąd uciec, ale nie mógł nic zrobić w tym stanie. Pomyślał sobie, że dziewczyna jest atrakcyjna, i widocznie nie chciała go wydać policji. Jan Dąbrowski, niby nie rozpoznawalny, ale jednak żył w zagrożeniu. Usłyszał kroki, a sam położył się do łóżka. Do środka weszła Hania, która zebrała brudne ciuchy z podłogi i wyszła. Czuł się niezbyt dobrze z tym, że obca dziewczyna musi po nim sprzątać. Westchnął i zamknął oczy. Gdy wyzdrowieje, wynagrodzi jej to.

Po upływie tygodnia

Janek czuł się i wyglądał coraz lepiej, co Hania obserwowała z uśmiechem na twarzy. Gosia odwiedziła chłopaka jeszcze parę razy, sprawdzając jego stan. Poza tym między Jasiem a Hanką można było wyczuć chemię. Chłopak drżał przy jej dotyku, a dziewczyna specjalnie go dotykała. Pewnego dnia Janek wstał i po prostu chciał wyjść. Wręczył dziewczynie plik banknotów i musnął jej usta.
-Nie odchodź - powiedziała.
-Odwiedzę cię. Nie chcę cię teraz narażać.
-Obiecujesz? - spytała.
-Obiecuję.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że opowiadanie wam się spodobało :) ask: http://ask.fm/fairytalesandfables /Zuzia

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Opowiadanie o Rembolu (Maćku) NZ Kasi

Spojrzałam w stronę ścieżki, po czym zapaliłam papierosa. Oparłam się o stary murek i przeleciałam wzrokiem po twarzach moich towarzyszy. Marta, Radek i Damian wpatrywali się w głąb lasu, oczekując jakiegoś chłopaka. Miał dołączyć do naszych czarnych interesów. Rzuciłam niedopałek na ziemię i go zdeptałam. Usłyszałam kroki i uniosłam wzrok. Zmarszczyłam brwi, gdy ujrzałam mojego byłego chłopaka. Spędziłam z nim najlepszy rok swojego życia, ale niestety znalazł inną. Momentalnie zalała mnie fala wspomnień. Wspólne spacery, przegadane godziny, upojna noc... Obudziłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam jego głos.
-Cześć, jestem Maciek - powiedział z uśmiechem, unikając mojego wzroku.
Wydukałam "hej" i odgarnęłam swoje zielone włosy do tyłu. Po naszym rozstaniu przefarbowałam włosy, zaczęłam się inaczej ubierać, mocniej malować... Zmiana wyglądu to był mój sposób na odreagowanie bólu. Nigdy nie sięgnęłam po żyletkę ani inne wymysły. Chłopcy usiedli z boku i zaczęli omawiać szczegóły, a ja usiadłam z Martą z boku.
-To Maciek... - powiedziała cicho.
-O kurde, niemożliwe!
Dziewczyna zaśmiała się. Spojrzałam na nią z irytacją i przeczesałam ręką włosy. Po jakichś dwudziestu minutach Maciek spojrzał w moją stronę i się uśmiechnął. Odwróciłam wzrok, bawiąc się telefonem. Moja przyjaciółka wstała i podeszła do Damiana, swojego chłopaka. Ja zostałam skazana na towarzystwo blondyna.
-Cześć. Co u ciebie? - spytał chłopak siadając obok mnie.
-Okej.
Po chwili ciszy znowu zaczął rozmowę.
-Co ciekawego powiesz?
-Nic.
Widząc moją niechęć wstał i ruszył w kierunku ścieżki.

Kilka dni później

Narzuciłam na głowę kaptur mojej siwej bluzy. Po jakimś czasie byłam pod starym budynkiem, w którym miałam spotkać się z Maćkiem. Mieli też dojść "klienci", czyli gimnazjaliści ćpający dla "szpanu", "swagu" itd. Przykucnęłam sprawdzając godzinę w telefonie. Usłyszałam kroki i obejrzałam się za siebie. Ujrzałam blondyna który zmierzał w moją stronę. Podniosłam się i z niechęcią się do niego obróciłam. Usiadł na kamieniu i spojrzał na mnie.
-Przepraszam - powiedział, patrząc na swoje buty.
-Za co?
-Za to, co ci zrobiłem. - Wstał i owinął sobie kosmyk moich włosów na palec.
-Przeprosiny nic nie dadzą. - Wyrwałam mu ze złością moje włosy.
-Wiem. Ale żałuję tego. Bardzo.
-Mhm.
Oparłam się o ścianę i zapaliłam papierosa. Po jakichś pięciu, może dziesięciu minutach dość młodzi chłopcy wzięli od nas narkotyki i za nie zapłacili. Maciek spojrzał na mnie w milczeniu. Po chwili podszedł i przyparł mnie do ściany. Zaczęłam się szarpać.
-Puść mnie - warknęłam.
Otworzyłam usta do krzyku, ale on wykorzystał okazję i mnie pocałował. Nie powiem, pragnęłam tego, ale nie mogłam mu wybaczyć po tym, co mi zrobił. Odepchnęłam go od siebie i otarłam twarz rękawem. Spojrzałam na niego ze złością i ruszyłam do domu. Chłopak dogonił mnie i stanął przede mną.
-Możesz dać mi spokój? - spytałam z irytacją.
-Nie, dopóki mi nie wybaczysz.
-Na moim miejscu też byś sobie nie wybaczył.
-Wiem.
Spojrzałam na niego przypominając sobie wszystkie moje uczucia do niego.
-Wybaczę ci - wyszeptałam.
-Naprawdę?
-Tak. Pod warunkiem, że znikniesz z mojego życia.
Chłopak spojrzał na mnie i delikatnie musnął moje wargi. Potem odszedł, znikając w drzewach.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Witajcie w moim pierwszym opowiadaniu na tym blogu. Mam nadzieję, że wam się spodobał. :) /Zuzia

piątek, 5 czerwca 2015

Opowiadanie o Kaiko aka Karol dla Wika xD

Musiałam się przeprowadzić. Znowu. Mój brat nie lubi tego tak samo jak ja, ale znosi to jakoś. No tak, jest otwarty na ludzi. Czego nie można powiedzieć o mnie, w podstawówce się ze mnie śmiali bo byłam gruba. Wtedy  stałam się nieśmiała i znienawidziłam ludzi. Teraz sporo schudłam i jeszcze bardziej znienawidziłam ludzi. Kiedy byliśmy już na miejscu, poszłam obejrzeć dom. Nie powiem, był śliczny. Po obchodzie poszłam spać.
Rano mój brat- Adam, wysłał mnie do sklepu bo mamy jak zwykle nie było. Kiedy wracałam zauważyłam kilku chłopaków popisujących się na deskorolkach. Jeden z nich popatrzył na mnie i....wjechał w swojego kolegę, zaśmiałam się i ruszyłam w kierunku domu. Karol (tak się nazywał ten chłopak) dogonił mnie i zagadał, trochę pogadaliśmy. Jest bardzo przystojny i fajny, gdy poznawałam go czułam, że zakochiwałam się jeszcze bardziej.
Pewnego dnia postanowiłam mu o tym powiedzieć.
-Karol- zaczęłam niepewnie
-Ja...ty....mi..To znaczy, ehh ja cię kocham.
Na te słowa pocałował mnie, tak się rozpoczął nasz związek.
Było nam super, chodziliśmy na spacery, oglądaliśmy filmy, było świetnie. Aż pewnego dnia Karol zerwał kontakty, nie pisał, dzwonił. Załamałam się kochałam go bardzo, był częścią mojego serca.Udałam się na urwisko. Pomyślałam o tym, napisałam list i..skoczyłam.
             KAROL
Nie było jej już 2 tydzień w szkole, zacząłem jej szukać. Poszedłem do niej ale Adam powiedział, że jest u babci na drugim końcu Polski. Po kolejnym tygodniu policja znalazła dziewczynę na dnie urwiska. Moja Maja......nie..żyje.....Nie! Nie!! Nie Może! to tylko żart! zaraz się obudzę i Maja będzie żyła, i ten psychol zwący się jej tatą, że ją zabije. Niestety to nie był sen.
Udałem się nad te same urwisko, powiedziałem głośno jakby to coś dało.
*Maju kochanie.......tak bardzo cię kocham...
Zauważyłem między kamieniami jakąś karteczkę, wziąłem ją i przeczytałem
,,Kochany Karolu kocham cie bardzo i jesteś częścią  mojego serca. Nie mogłam znieść, że nie odzywasz się już do mnie. A jak wiemy- bez serca nie da rady żyć.
                                                                        Zawsze twoja, Maja''
Obok leżał długopis, wziąłem go i napisałem na odwrocie
,,Przepraszam za wszystko. Maja była wszystkim. Trzymaj się Adam, Kocham cie mamo i tato, będę się wami opiekował tam, na górze.....'' 
Ze łzami  w oczach stanąłem na kamieniu blisko krawędzi,miałem skoczyć gdy nagle zobaczyłem JĄ
-Nie rób tego!- jak zawszę piękna
-Byłem złym człowiekiem. Maju, kocham cię. Nie jesteś częścią mojego serca- jesteś moim sercem. Moim życiem. Nie ma ciebie, nie ma mnie. Do zobaczenia na górze
Skoczyłem. Gdy upadłem poczułem straszny ból przeszywający moje ciało.
-Zawsze..razem....mimo..śmierci. Maja..kocham cię...

                                                                  ***

Cześć! oto moje pierwsze opowiadanie :')
Mam nadzieje, że się wam spodoba :)

                                                                                                                                      #Ola

środa, 3 czerwca 2015

Ajgor Ignacy - My hero

Opowiadanie o Ajgorze, dla Anonimka hihi ^^ :** <3



Tego dnia, jak zwykle przechadzałam się ulicami Krakowa. Uwielbiałam to robić, sama nie wiem dlaczego. Może powodem była tajemniczość tego miasta? Codziennie odkrywałam w nim nowe zakamarki.
Przelotnie zerknęłam na swoje odbicie w szybie sklepu. Uśmiechnęłam się delikatnie na widok zgrabnej, ciemnowłosej nastolatki. Nigdy nie miałam jakiś wielkich kompleksów. Zawsze byłam sobą i nie miałam z tym problemu.
Przyspieszyłam kroku i już po chwili znalazłam się na rynku. Wokół plątało się wielu ludzi, jednak jeden z nich szczególnie przykuł moją uwagę. Był to średniego wzrostu chłopak w białej koszuli zapiętej na ostatni guzik i czarnych, eleganckich spodniach. Wyglądał jakby właśnie miał się komuś oświadczyć. Zaśmiałam się z samej siebie i ruszyłam dalej. Nagle, ku mojemu zaskoczeniu stwierdziłam, że owy elegant podąża za mną. Przystanęłam, gdy znalazł się obok mnie.
- Witaj - powiedział głosem typowego podrywacza. Przypatrywałam mu się w milczeniu. Blond włosy miał idealnie ułożone na żelu. W ręce trzymał bukiet kwiatów. Wróciłam wzrokiem do jego twarzy i ocknęłam się z zamyślenia, gdy zauważyłam jego pytające spojrzenie.
- Eee... cześć - mruknęłam pospiesznie.
- Muszę ci coś powiedzieć - kontynuował oficjalnie. - Potrzymaj. - podał mi bukiet, a ja rozejrzałam się zdumiona w poszukiwaniu ukrytej kamery. Chłopak uklęknął i wyjął coś z kieszeni. Ku mojemu zdumieniu było to niewielkie pudełeczko. Serce zabiło mi mocniej... i wtedy je otworzył. Wybuchłam śmiechem na widok małej świeczki znajdującej się w środku. Chłopak z czcią położył ją na ziemi i zapalił.
- Uczcijmy wszystkie mrówki, które zginęły w tym miejscu... - wyszeptał z uwielbieniem, na co ja zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej. Wziął ode mnie bukiet i pomachał do chłopaka stojącego z boku. Dopiero teraz go zauważyłam.
- Gotowe, mamy to. - zawołał, a operator kamery podszedł do nas.
- Co tu się dzieje? - zapytałam, dławiąc śmiech.
- Nie rozumiesz? - popatrzył na mnie szczerze zdziwiony. - To prank. Czyli taka akcja kiedy...
- Wiem, co to prank - przerwałam mu zirytowana. - Kim ty jesteś?
- Nie znasz mnie? - jego brwi uniosły się do góry w geście zadumy. - Serio?
- Nie... A powinnam? - gapiłam się na niego jak na idiotę. Zdecydowanie był idiotą. Przystojnym idiotą.
- Eee ta-ak - wtrącił się jego przyjaciel. - Oto Ajgor Ignacy, wschodząca gwiazda internetów, idol nastolatek... - zaczął głosem przypominającym Krzysztofa Ibisza, jednak przerwał widząc surowy wzrok 'Ajgora' czy jak mu tam.
- Igor. Po prostu Igor - powiedział, słodko się uśmiechając. - czy dasz zaprosić się na kawę?
- Gościu, nie znam cię! - wrzasnęłam, zdumiona.
- Więc poznasz - zaśmiał się cicho, łapiąc mnie za rękę...

***
- Nie wiem, jakim cudem ci się to udało - powiedziałam, sącząc powoli kolejnego już drinka. Atmosfera powoli się rozluźniała, przestawałam się już martwić o to czy go znam, czy nie.
- To ten urok - uśmiechnął się uwodzicielsko, a mój puls momentalnie podskoczył. Był taki wspaniały...
Powoli zaczął się do mnie przysuwać. Siedzieliśmy w klubie. Wcześniej był z nami Patryk, ale niestety musiał już iść. Było już po 22, klub powoli pustoszał. Poczułam jego delikatny dotyk na moich biodrach.
- Igor... - wyszeptałam mu do ucha. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka, która jakby zgasła, pod wpływem jego kojącego głosu:
- To nic.. tylko zatańczymy...
Posłusznie powlokłam się za nim na parkiet. Po chwili odczuwałam rosnące zmęczenie. Głowa bolała mnie od nadmiaru alkoholu.
- Chcę wracać...
- Nie tak szybko, Weroniko - uśmiechnął się tajemniczo, ciągnąc mnie w stronę wyjścia. Nie mogłam uwierzyć w to, że tak daję się omotać chłopakowi, którego znam ledwie kilka godzin. No cóż, było warto. Chyba.
Zanim się obejrzałam byliśmy już w jakimś mieszkaniu. Nie miałam pojęcia, gdzie się znajduję, ale mało mnie to obchodziło. Teraz liczył się tylko On. My. Gdy tylko drzwi się zatrzasnęły, Igor naparł na mnie całym ciałem. Nasze języki zwarły się z intensywnym tańcu...

***

Obudziłam się rano z mocnym bólem głowy. Rozejrzałam się wokoło. Nie miałam bladego pojęcia gdzie jestem. Leżałam na łóżku, w sypialni, którą widziałam pierwszy raz w życiu. Próbowałam przypomnieć sobie skąd się tu wzięłam. Pamiętałam tylko chłopaka. W białej koszuli. Spotkaliśmy się na rynku, zaprosił mnie na kawę... później film mi się urwał.
Nagle drzwi delikatnie się otworzyły i stanął w nich owy chłopak. Miałam wrażenie, że moje serce zaczęło bić z prędkością światła. Wpatrywałam się z jego nagi tors, gdy do moich uszu doszedł jego wspaniały głos:
- Księżniczka już się obudziła - posłał mi kpiący uśmiech, podchodząc bliżej. Przysiadł na rogu łóżka, wpatrując się w moje ciało. Z przerażeniem zauważyłam, że jestem w samej bieliźnie. Pospiesznie okryłam się kołdrą, przez co spotkałam się z jego spojrzeniem pełnym żalu.
- Jak się tu znalazłam? - zapytałam cicho.
- Oooj, to długa historia - odpowiedział, tłumiąc śmiech - Ale spokojnie, to dopiero początek...

Jak się później okazało, nie bujał. Bo tak naprawdę to spotkanie było tylko początkiem długiej, burzliwej przyjaźni. A nawet miłości... =)





Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba :3
Zapraszam na ASKA =)
Pozdrawiam
~DaJa

wtorek, 2 czerwca 2015

Zostań już na zawsze...

Opowiadanie o Kiślu z dedykacją dla Pauliny! :* <3


Oliwia nie była taka jak wszyscy. Nie lubiła nosić zwiewnych sukienek i machać dupą przed chłopakami. Wręcz przeciwnie - unikała z nimi kontaktu. Była raczej skryta. Rodzice nie poświęcali jej uwagi, a gdy już, to w formie awantur. Jej jedynymi przyjaciółmi byli ci, poznani w internecie. Tylko tam mogła być sobą i nikt nie wyzywał jej od dziwek. Jednym z tych właśnie przyjaciół był Rafał.
Przyjaźnili się już od ponad roku, choć ani razu nie spotkali na żywo. Teraz nadarzyła się ku temu okazja, mianowicie oboje mieli spędzać wakacje w tym samym miejscu: ona z rodzicami, on z kumplami. Właściwie byli to też jej znajomi, dlatego podwójnie podobał jej się ten pomysł.
Był tylko jeden minus. Strój kąpielowy, krótkie bluzki... nie idą w parze z bliznami okalającymi jej ciało. Były wszędzie: na brzuchu, na udach, na nadgarstkach... tylko to pomagało jej przetrwać. Oczywiście, jest ryzyko, straciła przez to znajomych, ale mimo to nie potrafiła przestać. Sprawiało jej wielką ulgę.
W końcu nadeszły wakacje, dzień wyjazdu. Podróż zdawała się trwać wieki, ale to, co czekało ją na miejscu, było warte cierpienia.
W Ustce byli około godziny 11. Pospiesznie udała się do hotelu. Ucieszyła się na wieść, że otrzyma osobny pokój. Nie był on wielki, ale posiadał duże, dwuosobowe łóżko. Dziewczyna zaczęła rozpakowywać swoje rzeczy, gdy nagle rozległo się nerwowe pukanie.
- Wejdź, mamo! - zawoła, ponieważ nie spodziewała się nikogo innego. Zaskoczona brakiem odpowiedzi podeszła do drzwi i otworzyła je z rozmachem. Zaparło jej dech w piersiach, gdy stanął przed nią niski brunet. Przypatrywała mu się badawczo. Była przekonana, że skądś go kojarzy...I wtedy właśnie go rozpoznała:
- Kiślu!!! - Udarła się tak głośno, że prawdopodobnie było ją słychać na drugim końcu ośrodka. Rzuciła się na szyję przyjaciela, mając ochotę już nigdy go nie puszczać. - To ty?!
- Wpuścisz mnie do środka, czy będziemy tu tak stać? - zapytał ze śmiechem i nie czekając na pozwolenie wparował do pomieszczenia.
- Oczywiście, rozgość się - mruknęła ironicznie zatrzaskując drzwi. Podeszła do niego, a on dopiero wtedy mocno ją przytulił. Przez chwilę trwali w czułym uścisku. Gdy już się od siebie oderwali zaczęła wpatrywać się w jego twarz.
- Na żywo wyglądasz całkiem inaczej - zaśmiała się. Mówiła szczerze. Nie podejrzewała, że jest taki... przystojny.
- Ty także - odwdzięczył się nieziemskim uśmiechem. Czuła kołatanie własnego serca, nogi miała jak z waty. Nie rozumiała co się z nią dzieje.
Rafał przedstawił jej resztę ekipy. Oczywiście byli to: Maciek, Jasiek i Stachu.
Spędziła w ich towarzystwie następne kilka dni, jednak w końcu coś zaczynało się psuć. Jej relacje z Rafałem były.. napięte. Powoli się od siebie odsuwali. To podwójnie raniło dziewczynę, ponieważ w końcu przyznała sama przed sobą, że coś do niego czuje. A skoro przyznała się przed sobą, musiała powiedzieć to także jemu. Trochę się cykała i czekała na odpowiedni moment.
Taki nadszedł już niebawem. Był to piątkowy wieczór. Cała piątka wybrała się na spacer do przystani, jednak już po chwili zostawili Liwię samą z Rafałem. Między nimi panowała napięta atmosfera. W końcu dziewczyna odważyła się to powiedzieć:
- Rafał ja... muszę ci coś powiedzieć... - zawahała się, jednak widząc jego pytające spojrzenie kontynuowała: - Ja.. sama nie wiem jak to się stało ale..
- Wysłów się - zawołał wybuchając krótkim śmiechem.
- Podobasz mi się. Tak trochę. - spojrzała mu w oczy. - bardzo.
Między nimi zapadła głucha cisza. Stali na środku dróżki wpatrując się w siebie. Po policzkach dziewczyny zaczęły lecieć łzy. Jedna po drugiej...
- Zapomnij o tym - wyszeptała, zrywając się do biegu. Biegła ile sił w nogach nie zważając na nawoływania chłopaka. Nienawidziła siebie za to co zrobiła. Jak mogła uwierzyć w to, że ktoś pokocha kogoś takiego jak ona?!
Po chwili była już w pokoju. Nie myśląc o niczym innym udała się do łazienki. Zaczęła przeszukiwać swoją kosmetyczkę, przy okazji zrzucając i rozbijając wszystko, co wpadło jej w ręce. W końcu znalazła to, czego szukała.
Żyletka.
Tylko ona mogła jej teraz pomóc. To jedyne wyjście. Odsłoniła delikatnie rękaw kremowego sweterka, ukazując blizny okalające jej przegub.
- Chcecie więcej towarzystwa, prawda? - zapytała z histerycznym śmiechem. Wykonała jedno, szybkie cięcie. Poczuła delikatne pieczenie, które przynosiło jej niezwykłą ulgę. Zapomniała już jakie to wspaniałe uczucie. Odkąd zaczęła przyjaźnić się z Rafałem, przestała to robić. Nie pozwalał jej. Troszczył się o nią, byli przyjaciółmi...
A ona to wszystko zepsuła. Na tę myśl znów przyłożyła błyszczący przedmiot do nadgarstka. Tym razem rana była głębsza. Z minuty na  minutę kresek było coraz więcej. Krew spływała po ręce i kapała na podłogę, mieszając się z łzami. Dziewczyna zaczynała popadać w melancholię. Jednocześnie czuła mocny ból przeszywający całe jej ciało.. Powoli odpływała...
I właśnie wtedy drzwi do łazienki otworzyły się z hukiem i stanął w nich Rafał. Na widok swojej przyjaciółki w kałuży krwi wydał z siebie cichy jęk. Oczy zdawały się wchodzić mu z orbit.
- Oliwia! - zawołał, klękając przy niej. Powoli ułożył ją sobie na kolanach i przytulił prawie bezwładne ciało. - Oliwia, nie! Nie rób mi tego - łkał cicho. Po jego policzkach spływał słony płyn.
- N-n-nie...- wyszeptała dziewczyna z trudem otwierając oczy - przepraszam...
- Nie przepraszaj! To nie tak! Ja...kocham cię! Jesteś dla mnie wszystkim! Już od dawna! - wołał zrozpaczony chłopak. - Proszę, nie zostawiaj mnie! Nie odchodź, walcz!
- Nie...- Powoli uchodziło z niej życie. - Nie płacz za mną. Kocham cię mój wariacie. - Wysapała zaciskając powieki. Jej ciało stało się całkowicie bezwładne. Już na zawsze...



Okeej, łapcie tutaj moje pierwsze opowiadanie ;p
Ogólnie to nazywam się Daria i będę tutaj działać jako "DaJa".
Przypominam, że możecie zamawiać opowiadania w komentarzach i Na asku =) <3
Mam nadzieję, że opowiadanie (jak i cały blog) Wam się spodoba i zostaniecie na dłużej!
<3 <3 <3 :*

                                   ~DaJa ;*

sobota, 30 maja 2015

Cześć!

Nazywamy się Zuzia, Daria i Ola. Będziemy wrzucać tu krótkie, jedno rozdziałowe historyjki. Możecie też je zamawiać na asku: http://ask.fm/fairytalesandfables. /Zuzia